wtorek, 7 października 2014

"Dni wina i róż" 1962


Niezrażona - nomen omen - niedociągnięciami "Pętli" postanowiłam zmierzyć z kolejnym filmem podejmującym problematykę uzależnienia. Tym razem w wersji amerykańskiej. Gdy mowa o alkoholizmie to warto wspomnieć o "Dniach wina i róż". Wartość tego filmu podkreśla fakt, że nie służy on tylko rozrywce, ale jest również wykorzystywany przez ośrodki odwykowe w Stanach. Rozumiem dlaczego i zdaję sobie też sprawę, czemu polska "Pętla" raczej nigdy nie nada się do podobnych celów terapeutycznych. 

Szeroka perspektywa "Dni wina i róż" obejmuje różne drogi prowadzące do wpadnięcia w sidła alkoholizmu. W filmie możemy zaobserwować ten proces na przykładzie pary głównych bohaterów, Joe i Kristen. W miarę rozwoju tej znajomości (przycementowanej małżeństwem) ich problemy z alkoholem stają się coraz bardziej widoczne. Joe jest oczywistym kandydatem na alkoholika, ale Kristen nie pasuje do typowego schematu. To słodka, wrażliwa kobieta ze słabością do czekolady i do Joe. Uświadamianie sobie własnego problemu okaże się równie ciężkie jak walka z nałogiem. Zobaczcie komu będzie znacznie trudniej sobie z tym poradzić.

Film jako dobre studium popadania w uzależnienie może się pochwalić się wrażliwością na niuanse w tym temacie. Na początku nie brakuje dobrej zabawy i śmiechu. Wszystko zaczyna się naprawdę niewinnie, by w konsekwencji doprowadzić do rodzinnego dramatu. Alkohol komplikuje relacje małżonków; stawia ich przed trudnymi wyborami, a ich wspólne życie pod znakiem zapytania. Z kolei inny temat to wpływ Joe na Kristen i odwrotnie. Bardzo wnikliwa i inteligentne ukazanie uzależnienia jak i zależności.

Kristen (Lee Remick) i Joe (Jack Lemmon)

I jeszcze jeden aspekt filmu, na który koniecznie warto zwrócić uwagę. Podczas gdy w "Pętli", nasz rodzimy alkoholik polega na leczeniu farmakologicznemu, Amerykanie (mniej więcej w tym samym czasie) przeszli już na wyższy poziom. Ten przeskok to ruch Anonimowych Alkoholików. Wierzono w skuteczność 12 kroków, wsparcie grupy i własne zaangażowanie. To chyba najlepszy sposób, choć też najtrudniejszy, a dla niektórych już przyznanie się do bycia alkoholikiem (słynne Mam na imię ... i jestem alkoholikiem) jest nie do przejścia. Wszystko to znajduje swoje odzwierciedlenie w filmie.

Twórcy filmu stworzyli efektowną opowieść o gubieniu się i wychodzeniu na prostą. Porzucili moralizatorstwo, przesadny optymizm by przekonać widzów autentycznością swojej historii. Dobra wiadomość płynąca z filmu jest taka, że życie w trzeźwości choć trudne jest jak najbardziej możliwe. Wie coś na temat Jack Lemmon, filmowy Joe, ale to partnerująca mu Lee Remick została moją ulubienicą w tym filmie.
______________________________
"Dni wina i róż", dramat, 1962 r.,
reż. Blake Edwards
oryg. "Days of wine and roses"

Moja ocena: 7/10

2 komentarze:

  1. Lee Remick zagrała tu być może najlepszą rolę w swojej karierze, szkoda że już później nie dostawała tak dobrych i wymagających ról. Lemmon też oczywiście był tu świetny, ale tego już się po nim spodziewano, zaś Remick pozostawała najczęściej w cieniu gwiazd i Blake Edwards dał jej szansę wyjścia z cienia. Wykorzystała to w stu procentach. "Dni wina i róż" to mój ulubiony (obok "Straconego weekendu") film o alkoholizmie. Edwards lubił pokazywać ludzkie słabości, ale częściej się z nich śmiał w swoich licznych komediach. Tym razem stworzył poruszający do głębi dramat psychologiczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że pisałeś o tym filmie, pamiętam. Wtedy też utwierdziłam się w przekonaniu, że trzeba to obejrzeć.
      A Lee zjawiskowa, podobna nieco do Marilyn; co ciekawe to Lee miała zastąpić MM w "Something's gotta to give", tym ostatnim niedokończonym filmie, kiedy zerwano z nią kontrakt jak pojechała balować na imprezie urodzinowej JFK :)

      Usuń

Wszystkie uwagi, spostrzeżenia, sugestie czy rekomendacje są mile widziane. Wszystkie zawsze czytam, choć nie zawsze odpisuje. Jeśli komuś faktycznie zależy na kontakcie ze mną to najlepszym sposobem będzie droga mailowa.

podobne

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...