środa, 15 marca 2017

"Witaj smutku" 1958



W latach 50. "Witaj smutku" niespodziewanie stało się najpierw głośnym wydarzeniem literackim, a później również filmowym. Kiedyś tytuł ten rzeczywiście otaczała aura kontrowersji, z której niewiele już dzisiaj zostało. O ile za sukces książki w pełni odpowiadała jej nastoletnia autorka, Francoise Sagan, tak do sukcesu filmu przyczyniła się w dużej mierze odtwórczyni głównej roli, Jean Seberg. "Witaj smutku" jako portret nastolatki uwikłanej w niejednoznaczne relacje z ojcem i targanej sprzecznymi uczuciami wobec jego nowej wybranki, świetnie wpisuje się w nurt filmów o wchodzeniu w dorosłość. Obraz Otto Premingera to pokaz młodzieńczej energii i beztroski, ale także niefrasobliwości wraz ze zgubnymi tego konsekwencjami. Ponurą ironią losu pozostaje fakt, że wiele lat później i w innych okolicznościach smutek faktycznie zawitaj do życia Jean Seberg.

niedziela, 26 lutego 2017

"Małe życie" Hanya Yanagihara


Wreszcie stało się dla mnie jasne, dlaczego Hanya Yanagihara pomimo nominacji do dwóch prestiżowych nagród literackich ostatecznie musiała odejść z kwitkiem. Booker Prize, potem National Book Award i nic. Być może faktycznie były lepsze książki, ale jak dla mnie po prostu "Małe życie" nie było na tyle dobre by otrzymać któreś z tych wyróżnień. Jestem chyba ostatnią osobą, która powinna mówić takie rzeczy, bo od ponad roku ta książka nie nadawała mi spokoju, a jej ogromny sukces stał się dla mnie ewidentnym potwierdzeniem jej wartości. Tak, zostałam fanką tej powieści na długo zanim zdążyłam ją przeczytać, a teraz przyszła dopiero pora na skonfrontowanie oczekiwań z rzeczywistością. 

Próby przybliżenia fabuły obejmującej kilkadziesiąt lat i przeszło 800 stron chyba z zasady mijają się z celem. Dość powiedzieć, że punktem wyjścia są tutaj losy czwórki przyjaciół; począwszy od ich spotkania w college'u, poprzez pierwsze kroki w dorosłość, związane z tym rozczarowania, a częściej sukcesy zawodowe, aż po wiek dojrzały. Z biegiem czasu ta więź pomiędzy nimi rozluźnia, ale wkrótce zaczynamy poznawać Jude'a, Willema, JB oraz Malcoma z bardziej indywidualnej perspektywy. Ta kolejność, w jakiej wymieniono imiona bohaterów bynajmniej nie jest przypadkowa. Szybko zorientujemy się, że główne skrzypce gra tu przede wszystkim Jude, który w porównaniu do swoich kolegów jest milczący, tajemniczy i skromny. To Jude jest prawdziwym powodem, dla którego powstała ta książka, a pozostałe postacie krążą wokół niego trochę jak satelity. 

wtorek, 24 stycznia 2017

"Banquise. W krainie bez cienia" Paul-Emile Victor

Paul-Emile Victor w latach 30. ubiegłego wieku odbył kilka wypraw na Grenlandię. W tym czasie prowadził intensywne badania etnograficzne; wraz z towarzyszami przemierzył lodową pustynię zwaną Inlandsis; aż wreszcie osiadł wśród tubylców, gdzie na własne życzenie i na długie miesiące pozostawał bez żadnego kontaktu ze światem. Otrzymawszy imię Wittu został przyjęty do lokalnej wspólnoty i wkrótce już mało kto zwracał uwagę na jego pochodzenie. W ten sposób pomiędzy Europejczykiem a rdzennymi mieszkańcami Grenlandii nawiązała się szczera przyjaźń. Victor żyjąc jak Eskimos dzielił z nimi chwile radości, ale i doświadczył trudów takiego życia.

"W krainie bez cienia" to wspomnienia w formie dziennika obejmujące niemal cały pobyt Paula Victora na Grenlandii, ze szczególnym uwzględnieniem zimowania wśród Eskimosów w ostatnim roku tego pobytu. Wbrew pozorom autor nie pozostaje biernym obserwatorem codzienności swoich gospodarzy. Podobnie jak inni mężczyźni w tej małej społeczności ma liczne obowiązki takie jak polowania czy podróże saniami do innych skupisk ludzkich. To nie rozrywka, ale konieczność ze względu na zwykle naglącą potrzebę zdobycia jedzenia. Przy okazji Wittu regularnie pogłębia swoje etnograficzne studia, a przy bardziej sprzyjających warunkach organizuje też eskapady w głąb lądu na nieznane tereny. Na kartach "W krainie bez cienia" łączy się więc przygoda z obserwacjami dotyczącymi życia mieszkańców tych niegościnnych ziem.

czwartek, 12 stycznia 2017

Endurance czyli niezwykła podróż Ernesta Shackletona

Dość upiorny widok Endurance skutej lodem, fot. Frank Hurley, 1915

Apsley Cherry-Garrard tak podsumował kiedyś dokonania wielkich polarników: "do naukowej organizacji wyprawy dajcie mi Scotta; do podróży zimowej Wilsona; do osiągnięcia bieguna i niczego więcej Amundsena; a gdy wpadnę w tarapaty to za każdym razem chcę mieć przy sobie Shackletona". To właśnie ten ostatni zapisał się w sposób szczególny w historii badań polarnych, choć paradoksalnie nie osiągnął żadnych większych sukcesów na tym polu. Szeroko-zakrojone wyprawy, w których brał udział zawsze kończyły się w podobny sposób - ich stawką za każdym razem okazywało się po prostu życie. I właśnie tutaj Shackleton nie miał sobie równych - z największych opresji potrafił wyjść obronną ręką. Jego ostatnia ekspedycja na Antarktydę wciąż zalicza się do najśmielszych takich przedsięwzięć.

czwartek, 5 stycznia 2017

"Przeznaczone do likwidacji" 1966


"Przeznaczone do likwidacji" jako film pozostający w cieniu głośniejszych adaptacji sztuk Tennessee Williamsa stanowi dla widza całkiem przyjemną niespodziankę. Nie ustępuje on innym pod względem obsady, gdzie bryluje (jak zwykle) Natalie Wood i tym samym dołącza do prestiżowego grona aktorek związanych ze sztukami Williamsa. Zresztą w pozostałych kwestiach obrazowi również nie brakuje profesjonalizmu. Tymczasem atak na film przepuścił sam dramaturg, który podobno był nim tak zdegustowany, że chciał wycofać swoje nazwisko z czołówki. Jednak to nie pierwszy raz, gdy taka ostra krytyka z strony Williamsa okazuje się w rezultacie dobrym prognostykiem dla filmu.