środa, 5 kwietnia 2017

"Everyman" Philip Roth

Philip Roth nie jest już tym rozbuchanym seksualnie młodzianem znanym tak dobrze z "Kompleksu Portnoya". Z tego powodu wielu pewnie odetchnie z ulgą, ale sam zainteresowany nadal z rozrzewnieniem wspomina stare dobre czasy. Na pocieszenie pozostaje mu fakt, że wraz z wiekiem przynajmniej jego potencjał twórczy nie osłabł, ale wręcz się wzmógł, osiągając pełny rozkwit dopiero gdzieś na przełomie wieków. Później Roth wszedł już w zupełnie inny etap pisarstwa i życia - ten ostatni. Jeśli ktoś ma co do tego jeszcze jakieś wątpliwości, niech zajrzy do późnych jego książek, wydanych na krótko przed porzuceniem wszelkiej aktywności pisarskiej i publicznej. O opublikowanym pierwotnie w 2006 roku "Everymanie", można powiedzieć, że to najbardziej aktualne oblicze Philipa Rotha. 

 W "Everymanie" śmierć głównego bohatera staje się pretekstem do przedstawienia jego losów. To ostatni moment na podsumowanie życia nieboszczyka i prześledzenie – chociaż tylko w telegraficznym skrócie - jego doczesnej drogi. Niczym reminiscencje powracają sceny z życia bohatera - jako chłopca, dorosłego mężczyzny i wreszcie starca. Nie omijają go kłopoty małżeńskie, a później również poważne problemy ze zdrowiem. Wkrótce rozpoczyna się największe wyzwanie w życiu bohatera polegające na walce ze szwankującym ciałem, które domaga się na przemian troski i ograniczeń. Równocześnie przez cały ten czas bohater Rotha ma pełną świadomość tego, że jest z góry na przegranej pozycji, a jego dni dopełniają się w osamotnieniu oraz poczuciu klęski. Coś, co kiedyś wydawało mu się bardzo nierealne, a przynajmniej komfortowe odległe stało się rzeczywistością.

Warto odnotować, że główny bohater "Everymana" ma wiele wspólnego z samym autorem, który już od pewnego czasu dawał upust swojej frustracji i rozgoryczeniu w obliczu trudów podeszłego wieku. Niektóre wątki "Everymana" mają zresztą pokrycie bezpośrednio w jego życiorysie. Jak zwykle Philip Roth jako pisarz czuje się też najlepiej na znajomych gruntach stanu New Jersey. W takich okolicznościach wychodzi na jaw wyjątkowa szczerość tej prozy. Roth po raz kolejny nie wstydzi się, wychodzi poza własną strefę komfortu by odwołać się do osobistych lęków, słabości czy dawnych błędów. Nie istnieje dla niego tabu, nawet jeśli sprawa dotyczy bardzo drażliwych kwestii. Przy czym pod względem literackim Roth znów nie zawodzi i oto mamy rezultat - prozę oszczędną w słowach, ale bogatą w treści, gdzie niemal każde zdanie daje do myślenia. 

Philip Roth zostawia nas w ponurych nastrojach. Zamiast o radzeniu sobie ze starością i jej nieuchronnymi konsekwencjami, "Everyman" to raczej książka o kompletnej bezradności. Potrafimy pewnie wyobrazić sobie Rotha piszącego te wszystkie gorzkie słowa wymierzone w starość, ale czy potrafimy postawić w podobnej sytuacji siebie? Naturalnie, dopóki to nie dotyczy bezpośrednio nas, niechętnie dopuszczamy do siebie taką możliwość - jak to trafnie ujęła Joyce Carol Oates w jednej ze swoich powieści: "potrafię uwierzyć w to, że umrę, ale, nie w to, że się zestarzeję". I o tym też jest "Everyman", o pewnym niedowierzaniu spowodowanym faktem, że życie zmierza w tak nieubłaganym kierunku i wielkiej przemożnej tęsknocie za przeszłością. Bez wątpienia bardzo ważna książka w dorobku Rotha.

__________________________________________________
"Everyman", Philip Roth, Wyd. Literackie, 170 stron, 2016 r.

Moja ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie uwagi, spostrzeżenia, sugestie czy rekomendacje są mile widziane. Wszystkie zawsze czytam, choć nie zawsze odpisuje. Jeśli komuś faktycznie zależy na kontakcie ze mną to najlepszym sposobem będzie droga mailowa.

podobne

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...