czwartek, 3 sierpnia 2017

"Bezbronne nagietki" 1972


"Bezbronne nagietki" to jeden z tych filmów, które zawdzięczają swój rozgłos (skądinąd zresztą skromny) przede wszystkim nazwisku reżysera. Gdyby tylko film ten nakręcił jakiś pomniejszy reżyser - a nie Paul Newman - bardzo łatwo byłoby go przeoczyć i równie trudno do niego dotrzeć. Tymczasem nawet po tylu latach "Bezbronne nagietki" wielu obejrzy przynajmniej z ciekawości, a każdy szanujący się fan Paula Newmana też wcześniej czy później na niego trafi. I tym razem przekonamy się, że Newmana nie opuszcza to specyficzne upodobanie do rzeczy, z którymi nigdy w żaden sposób nie mógł się identyfikować, ale które najwidoczniej doskonale rozumiał. Jego wrażliwość jako artysty konsekwentnie wyrażała się nie tylko w filmach, w jakich grywał, ale też w tej mniejszej garstce, jaką wyreżyserował.

Sam tytuł filmu stanowi nawiązanie do szkolnego eksperymentu, który przeprowadzała najmłodsza bohaterka tegoż obrazu, Tillie. Dziewczynka badała zachowanie kwiatów, które pod wpływem radiacji różnego stopnia zmieniały swoje pierwotne kształty. Doświadczenie to staje się również swoistą metaforą sytuacji rodzinnej Tillie. Jej matka, Beatrice to osobna historia; samotna kobieta w średnim wieku nieustannie przelewająca swoje frustracje na dwie córki. Jej siła rażenia nie ogranicza się bynajmniej do najbliższych, bo Beatrice nie oszczędza nikogo, kto znajdzie się na jej drodze. Tymczasem, starsza z córek, Ruth choć niechętna matce i tak nieświadomie podąża dokładnie w tym samym kierunku. Z kolei, Tillie nie może znaleźć oparcia i zrozumienia w żadnej z nich.

Joanne Woodward jako Beatrice,
Roberta Wallach jako Ruth
i Nell Potts (córka Woodward i Newmana) jako Tillie

O ile najlepszą aktorką z całej obsady jest niewątpliwie Joanne Woodward, o tyle najlepsza scena w całym filmie należy do Nell Potts, a raczej do Tillie. Jej przemowa w finale konkursu naukowego jest nie tylko wzruszająca, ale staje się kwintesencją całego obrazu. Spokojna, wyważona postawa dziewczynki staje się przeciwwagą dla zachowania krzykliwej i wiecznej niezadowolonej matki. Jeśli niedaleko pada jabłko od jabłoni to nie w tym wypadku. Jest jeszcze inna ciekawa scena, gdzie w bezwzględny i przy tym bardzo zabawny sposób Ruth parodiuje w szkole swoją rodzicielkę, by w efekcie od publiczności dostać brawa, a od Beatrice później za to samo oberwać. 

Zamiast porywającej czy choćby oryginalnej akcji, "Bezbronne nagietki" to film, który budują przede wszystkim znakomite sceny (wszak pierwotnie był to utwór sceniczny). Jedna po drugiej dają one wgląd w codzienność małomiasteczkowej rodziny bez specjalnych perspektyw, gdzie niespełnione marzenia na zmianę z nierealnymi ambicjami prowadzą do coraz większych frustracji. Co gorsza, jest to błędne koło, bo chyba nikt nie ma takiej skłonności do powtarzania błędów rodziców jak ich własne dzieci. Tylko Tillie wyłamuje się z tego schematu i niczym promyk nadziei pokazuje, że nawet w niekorzystnych warunkach można podążać własną drogą i wystrzegać się toksycznej miłości.

______________________________________________________
"Bezbronne nagietki", dramat, 1972 r.
reż. Paul Newman
na podstawie sztuki Paula Zindela
oryg. "The effect of gamma rays on man-in-the-moon marigolds"

Moja ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie uwagi, spostrzeżenia, sugestie czy rekomendacje są mile widziane. Wszystkie zawsze czytam, choć nie zawsze odpisuje. Jeśli komuś faktycznie zależy na kontakcie ze mną to najlepszym sposobem będzie droga mailowa.

podobne

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...