poniedziałek, 8 lutego 2016

"Ostatnia wyprawa Scotta" w zdjęciach

Wśród ekipy zabranej przez kapitana Scotta na ekspedycję "Terra Nova" - składającej się z samych oficerów, naukowców i marynarzy - znalazł się również profesjonalny fotograf, Herbert Ponting. Wcześniej spod koła podbiegunowego przewożono raczej skromną dokumentację fotograficzną, której z pewnością brakowało artyzmu i polotu. Scott zabierając ze sobą Pontinga chciał to zmienić. Wybrał właściwego człowieka i wkrótce zaczął się o tym przekonywać. Zachwycony przepięknymi polarnymi widokami uparcie utrwalający je za pomocą aparatu Ponting szybko wkupił się w łaski dowódcy. Efekty pracy fotografa raz po raz spotykały się z uznaniem Scotta: "nie było dotąd wyprawy tak obficie ilustrowanej jak nasza, przy tym nie ma ani jednej pracy potraktowanej przez niego pobieżnie."

Prace Herberta Pontinga przekonują, że z równym zaangażowaniem podchodził on do fotografowania krajobrazów, zwierząt oraz ludzi. Dla tej małej odciętej od świata społeczności jego obecność wraz z aparatem fotograficznym stanowiła już nie lada atrakcję. Ponting podejmował też próby fotografowania na kolorowych kliszach, ale niestety bez powodzenia. Mimo wszystko Scott był zachwycony: "nigdy nie miałem tak jasnego obrazu jego pracy jak po obejrzeniu tych pięknych fotografii; przewyższają one wszystkie, jakie do tej pory zrobiono w tych okolicach".

F.J. Hooper z puszką fasolki Heinza na zdjęciu do celów reklamowych,
fot. H. Ponting 1911

Pingwin cesarski, fot. H. Ponting 1911

Ponting nie tylko sam fotografował, ale także wprowadzał w tajniki swojego zawodu innych. Jak pisał Scott: "Ogarnął nas szał fotografowania. Zdolności Pontinga wywierają coraz większe wrażenie i jego uczniowie czynią z dnia na dzień postępy; prawie wszyscy robimy dobre zdjęcia". Umiejętności fotografowania przydały się zwłaszcza w drodze na Biegun, w której Ponting nie mógł uczestniczyć. Scott wówczas przejął tę rolę i jak się okazało mógł pochwalić się dobrym zmysłem artystycznym; na co najlepszym dowodem są zdjęcia z Lodowca Beardmore (zdjęcia jego autorstwa ukazały się w setną rocznicę wyprawy w postaci albumu  "The Lost Photographs of Captain Scott").

Później gdy Henry Bowers jako piąty dołączył do ekipy biegunowej do jego rozlicznych obowiązków - obok ciągnięcia sań, dokonywania pomiarów, prowadzenia obserwacji meteorologicznych, pracy przy urządzaniu obozów - doszło jeszcze fotografowanie. I to właśnie Bowers jest autorem serii słynnych zdjęć z Bieguna. To zarazem ostatnie wykonane fotografie przedstawiające polarników. W drodze powrotnej priorytety uległy dramatycznej zmianie - nikt już nie robił zdjęć. Bowersowi ani tym bardziej Scottowi nie było w głowie utrwalanie widoków. Toczyła się wówczas walka o najwyższą stawkę. W końcu na kilkanaście kilometrów przed założeniem ostatniego obozu podjęto decyzję o zostawieniu niepotrzebnych rzeczy w tym także aparatu fotograficznego.

Poniższe zdjęcia w większości przedstawiają rezultaty pracy Herberta Pontinga (kilka ostatnich zdjęć zrobionych zostało przez Scotta i Bowersa). Wyimki z dzienników Scotta czasami mają bezpośredni związek z fotografiami, często jednak słowa Scotta po prostu dobrze oddają treść zdjęć. Szeroka kolekcja zdjęć z wyprawy "Terra Nova" (a także innych) dostępna jest pod tym adresem: Scott Polar Research Institute. Na tej samej stronie można przeczytać także dziennik Scotta w oryginale (tutaj, spis rozdziałów po prawej stronie).
  
***

Pies Chris i gramofon, fot. H. Ponting 1911

"Pies musi bądź jeść bądź spać, albo też czymś się interesować. Skwapliwość, z jaką chwyta wszystko, co mogłoby przykuć jego uwagę jest niemal wzruszająca. Monotonia marszu jest dla niego zabójcza. (...) Pies jest zbliżony do człowieka swą potrzebą czynnego interesowania się otoczeniem, jakże jednak daleki swą niezdolnością przewidywania. Żyje on dniem dzisiejszym, godziną, nawet chwilą. Człowieka zaś może żyć i cierpieć niewygody z myślą o przyszłości." 4 lutego 1911

***

Henry "Birdie" Bowers, fot. H. Ponting 1911

"Bowers jest wspaniały! Przez całą noc miał na głowie tylko zwykły zielony kapelusz filcowy z rzemykiem pod brodą, nie dający żadnej osłony dla uszu. Twarz i uszy ma czerwone od mrozu. My wszyscy byliśmy radzi z posiadania grubych wełniany kominiarek i kapturów osłaniających od wiatru. Nigdy nie widziałem człowieka tak mało wrażliwego na zimno." 13 lutego 1911

"Bowers wyruszył, jak zwykle, z odsłoniętymi uszami w swym małym kapelusiku filcowym. Na szczęście po przejściu mili zarządziłem krótki odpoczynek. Gdy spojrzałem na niego, miał uszy zupełnie białe. Wraz z Cherry'm doprowadziliśmy je do normalnego stanu. Tymczasem pacjent, zdawało się, nic nie odczuwał poza przykrym zaskoczeniem wywołanym posiadaniem tak niewłaściwie zachowujących się części ciała." 16 lutego 1911

***

Wilson z kucem, fot. H. Ponting 1911

"Koniki wyraźnie odżyły z chwilą, gdy poczuły śnieg pod nogami, toteż nie wątpię, że wkrótce zupełnie przyjdą do siebie. Jest to prawdziwy triumf, że przewieźliśmy je pomyślnie wśród tylu przeciwności i że się tak dobrze trzymają. Biedne zwierzęta, jakże muszą się teraz rozkoszować możliwością wytarzania się w śniegu czy też poczochrania się! (...) Choć wszystkie wychudły, a niektóre są w stanie zupełnego wyczerpania, byłem jednak mile zdziwiony oznakami ich żywotności. Kilka nawet zdobyło się na figle." 4 stycznia 1911

***

Grota lodowa, fot. H. Ponting 1911

"Wczoraj Ponting wpadł w zachwyt na widok naszego okrętu oglądanego z wielkiej groty na górze lodowej. Udało mu się zrobić kilka wspaniałych zdjęć. Dziś przed południem poszedłem z nim tam i muszę przyznać, że rzadko widziałem coś piękniejszego. (...) Przez tylny otwór groty, poprzez zasłonę sopli lodowych widać było niebo, które przybierało barwę królewskiej purpury, nie wiem, czy przez kontrast z błękitem jaskini, czy wskutek złudzenia optycznego. Przez większy otwór, częściowo również przez sople lodowe, otwierał się widok na okręt, Góry Zachodnie i liliowe niebo - przepiękny obraz." 5 stycznia 1911

***

Ręka Atkinsona, który zagubił się na kilka godzin w zamieci śnieżnej, fot. H. Ponting 1911

"Ręka Atkinsona wygląda dzisiaj źle. Na wszystkich palcach na ogromne pęcherze nadające im wygląd parówek. Wieczorem Ponting sfotografował jego rękę." 5 lipca 1911

"Atkinson cierpi bardzo z powodu ręki; odmrożenie było poważniejsze, niż myślałem; szczęśliwie, że obecnie czuje już wszystkie palce, chociaż potrzeba było dwudziestu czterech godzin, by w jednym z nich odzyskać czucie." 7 lipca 1911

***

Skała zamkowa, fot. H. Ponting 1911
Góra Matterhorn, fot. H. Ponting 1911

"Stojąc dzisiaj na wyspie i mając przed oczyma wspaniały obraz gór, wysp i lodowców, zastanawiałem się, jak odmienny widok mają Norwegowie. Posępna, biała równina Bariery z tyłu, a niegościnny przestwór lodu morskiego z przodu. Bez żadnego urozmaicenia terenu, bez żadnego drogowskazu w razie braku światła - prawdopodobnie wychodzą tylko bardzo niedaleko od swego baraku." 18 sierpnia 1911 

 ***

Grupa "Crozier" : Wilson, Bowers i Cherry po powrocie, fot. H. Ponting 1911

"Grupa "Crozier" powróciła wczoraj w nocy. Przebywała przez pięć tygodni w niesłychanie trudnych warunkach. Nigdy nie widziałem ludzi bardziej od nich wyczerpanych ciężkimi warunkami atmosferycznymi. Twarze mieli zorane bruzdami i pomarszczone, oczy znużone, ręce zbielałe i popękane od wilgoci i zimna (...)." 2 sierpnia 1911 

***
Obóz na Barierze, fot. H. Bowers 1911
U stóp Lodowca Beardmore, fot. R. Scott
Podczas marszu na południe, fot. R. Scott 1911

"Postanowiłem dokonywać w czasie wyprawy na południe znacznie więcej zdjęć, niż zrobiono dotychczas. Mając Pontinga za nauczyciela, nie będzie to trudne. Jest on gotów dołożyć wszelkich wysiłków, aby rezultaty były dobre, i to nie tylko w jego pracy, lecz także i innych, dając tym dowód, jak dobrym jest kolegą." 14 września 1911

***

Biegun!
fot. H. Bowers 18 stycznia 1912

"Zbudowaliśmy kopiec, zatknęliśmy na nim naszą biedną, znieważoną flagę angielską i się fotografujemy. (...) Odwracamy się więc tyłem do celu naszych dążeń, a przed nami 800 mil drogi wymagającej wielkiego wysiłku - żegnajcie nasze sny czarowne!" 18 stycznia 1912

***

Ciągnięcie sań na Barierze w drodze na biegun, fot. R. Scott

"Po 4,5 godzinach czuliśmy się tak źle, że rozbiliśmy obóz, przeszedłszy tylko 4,5 mili. Nie ma tu naszej winy - cały ranek ciągnęliśmy sanie ze wszystkich sił - zatrzymywała nas głownie powierzchnia - wiatr dął silnie, a jednak sań nie można było ruszyć z miejsca. (...) Boże, pomóż nam, jest bowiem pewne, że dłużej nie możemy posuwać się w tych warunkach." 3 marca 1911

"Chcemy zakończyć grę z honorem, jest to jednak straszny wysiłek pracować przez wiele godzin tak jak nigdy w życiu i czuć, że posuwamy się tak wolno. Możemy tylko powiedzieć "Boże przyjdź nam z pomocą!" i wlec się dalej po ciężkiej drodze, zziębnięci i bardzo nieszczęśliwi, chociaż pozornie pogodni." 5 marca 1911

"Powierzchnia nadal okropna, zimno wielkie, a nasza kondycja fizyczna coraz gorsza. Pomóż nam Boże!" 12 marca 1911

______________________________________________________________________
Źródło zdjęć: Scott Polar Research Institute http://www.spri.cam.ac.uk/
Źródło cytatów: "Ostatnia wyprawa Scotta", R.F. Scott, wyd. Sport i Turystyka, 1960

2 komentarze:

  1. Nie no, wspaniale! Cudowne uczucie, gdy widzę, że losy Scotta obchodzą też kogoś innego oprócz mnie ;) Cheers!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wzajemnie :) To bardzo ciekawe, co piszesz i fantastycznie poznać kolejnego pasjonata polarnych ekspedycji. PS. W oryginale mam dzienniki Shackletona z wypraw Nimrod i Endurance. Nie pogardziłabym również dziennikami Scotta w oryginale, choć polskie tłumaczenie jest wysokiej klasy. Za każdym razem, gdy widzę je w bibliotece mam ochotę je wziąć i już nie oddać :)

      Usuń

Wszystkie uwagi, spostrzeżenia, sugestie czy rekomendacje są mile widziane. Wszystkie zawsze czytam, choć nie zawsze odpisuje. Jeśli komuś faktycznie zależy na kontakcie ze mną to najlepszym sposobem będzie droga mailowa.

podobne

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...