czwartek, 30 czerwca 2016

"UV" aka "Ultrafiolet" 2007


Tęsknota za filmami w klimacie "Basenu" czy "Noża w wodzie" doskwiera mi szczególnie w takie upalne dni jak teraz. Jak zdążyłam się już przekonać to niedoścignione wzory w swoim gatunku, a szanse na znalezienie równie dobrych - współczesnych czy starszych - produkcji są raczej niewielkie. A jednak udało mi się w końcu obejrzeć - a francuskiemu reżyserowi, Gilesowi Paquet-Brennerowi znacznie wcześniej nakręcić - film utrzymany w podobnej stylistyce i w podobnym nurcie. "Ultrafiolet" to jak na moje oko obraz znajdujący się gdzieś w połowie drogi między "Nożem w wodzie" a "Basenem". Nie oznacza to, że "Ultrafiolet" stanowi akt naśladownictwa, bo to całkiem niezależny filmowy byt, rządzący się swoimi prawami i przy okazji czerpiący z najlepszych tradycji kina europejskiego.

W "UV" główny sprawca całego zamieszania nie każe na siebie długo czekać. Już w pierwszych scenach do rezydencji nad morzem pewnym krokiem wkracza młody i przystojny mężczyzna imieniem Boris. Podaje się za przyjaciela - nieobecnego w tym czasie w domu - Philipa i powoli wkupuje się w łaski jego rodziny. Boris nie krępuje się skorzystać z ich gościnności, a także pięknej pogody i innych uroków Francuskiej Riwiery. Możemy się domyślać, że nie będzie on zwykłym gościem - jego tożsamość budzi wątpliwości, a jego obecność wywołuje skrajne emocje. Boris największe wrażenie robi na siostrach Philipa, z łatwością zdobywa sympatię jego rodziców, ale jest również obiektem skrajnej, jawnej niechęci ze strony innego członka rodziny. Chociaż to osoba przybysza wszystkich absorbuje, fascynuje i niepokoi to równie interesujący okaże się wielki nieobecny czyli Philip. Właściwie to dopiero jego postać okaże się kluczowa dla rozwoju wypadków. Warto więc poczekać na pojawienie się Philipa i jego konfrontację z Borisem. 

Nicolas Cazale jako Boris



Za sprawą dobrze skonstruowanego scenariusza przez większość filmu trzymani jesteśmy w niepewności. Reżyser wprawnie nami manipuluje i robi to z pełną premedytacją! Przy cały ten czas trzyma nas w garści: myli tropy, poddaje pod wątpliwość nasze przypuszczenia, dodaje subtelne rekwizyty i zdarzenia, które mają na celu tylko mącić w głowie. Napięcie budowane w tym filmie jest chyba tylko po to by po jakimś czasie je po prostu rozładować. Miałam wręcz wrażenie, że twórca filmu postanowił sobie z nas zakpić, bo nieufność i podejrzliwość uznaliśmy za pewnik większości filmów, a tymczasem może nie być ku temu żadnych powodów. Warto obejrzeć "Ultrafiolet" by dowiedzieć się kto z kogo zakpił i wreszcie przekonać się czy taka podejrzliwość akurat w tym wypadku jest rzeczywiście uzasadniona. 

Oprócz zalet typowo fabularnych, film emanuje też pięknem i klasą, które uchwycono w wysmakowanych kadrach. Zadbano jednak o to by wydobyte za pomocą kamery niewątpliwe walory Lazurowego Wybrzeża nie przyćmiły bohaterów. Przytłaczać w filmie ma natomiast upał w duecie z ostro święcącym, śródziemnomorskim słońcem - przytłaczać do tego stopnia, że niektóre kadry celowo, ale też umiejętnie prześwietlono (w końcu tytuł zobowiązuje). Zresztą to nie jedyny przykład tego jak mocno urozmaicone w filmie jest operowanie światłem. Te uwarunkowania - zarówno geograficzne jak i atmosferyczne - wymuszają niejako specyficzną niespieszną atmosferę i beztroskę, które tak fantastycznie wypełniają ten film. 

Od dawna żaden film nie sprawił mi większej przyjemności i niespodzianki niż "Ultrafiolet". A ponieważ jest to film niedoceniony i niesłusznie pominięty to podoba mi się jeszcze bardziej. To moje kino. Wiele kontrowersji i nieporozumień budzą natomiast jego ostatnie minuty, które akurat dla mnie są dowodem na kreatywność i odwagę twórczą reżysera. Nieprzyzwyczajony do niedopowiedzeń czy metafor widz skazany jest na własne domysły: musi więc sam trochę pogłówkować by odczytać intencje filmowców.

_____________________________
"Ultrafiolet", dramat, 2007 r.
reż. Giles Paquet-Brenner
oryg. "UV" 

Moja ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie uwagi, spostrzeżenia, sugestie czy rekomendacje są mile widziane. Wszystkie zawsze czytam, choć nie zawsze odpisuje. Jeśli komuś faktycznie zależy na kontakcie ze mną to najlepszym sposobem będzie droga mailowa.

podobne

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...