Truman Capote musiał być bardzo dumny ze swojej kolekcji opowiadań "Muzyka dla kameleonów" skoro zadedykował je akurat Tennessee Williamsowi. Dodajmy do tego fakt, że Capote nie miał za sobą najlepszych lat twórczych. Jednak ten wydany na kilka lat przed jego śmiercią zbiór sprawia, że wcześniejsze jego niepowodzenia mogą odejść w niepamięć. W istocie, "Muzyka dla kameleonów" nie jest żadną rozpaczliwą próbą przypomnienia światu o Trumanie Capote, ale pełnowartościową prozą wliczającą się w najlepsze dzieła w jego dorobku.
Podczas gdy w "Z zimną krwią" Capote zdołał całkowicie wykluczyć własną osobę z fabuły to w "Muzyce dla kameleonów" nawet nie próbował. Niemal wszystkie opowiadania dotyczą bezpośrednio jego lub występuje w nich jako rozmówca. Wyraźny charakter autobiograficzny nie stanowi jednak żadnej ujmy. Teksty zawarte w "Muzyce dla kameleonów" to zbiór osobliwych historii z życia Capote oraz takich, gdzie w swobodnych rozmowach przybliża sylwetki innych (tzw. portrety konwersacyjne). Wśród nich znajduje się też opowiadanie pt. "Nocne przewracanie się z boku na bok" stanowiące już całkowitą prywatę - autor rozmawia sam ze sobą mieszając błahe tematy (jak zalety masturbacji) z tymi poważnymi (jak wiara w Boga). Kto inny pozwoliłby sobie na coś takiego?

