Dziełem przypadku należy określić moje pierwsze literackie spotkanie z Frankiem McCourtem. Zanim na dobre zachwyciłam się "Prochami Angeli" przeszłam nieco rozwlekłą drogę, która właściwie zaczęła się od książki "Tis" tego samego autora (jest to sequeal do "Prochów Angeli"). Dodam, że książkę kupiłam pod wpływem chwili w lumpeksie, co zresztą zdarza mi się dość często. Już wtedy, przy okazji tej właśnie lektury spodobał mi się specyficzny styl i poczucie humoru tego irlandzkiego pisarza. Nie mogłam wówczas wiedzieć, że ich kulminacja następuje w "Prochach Angeli". Na szczęście skojarzyłam fakty i nie zapomniałam nazwiska autora, gdy kilka lat później stałam przed półkami irlandzkiego antykwariatu, które dosłownie uginają się pod ciężarem przeróżnych wydań "Angela's Ashes". Później dowiedziałam się czym McCourt zyskał sobie sympatię rodaków, a także aprobatę krytyków.
Ale w Polsce to powieść niedoceniona i mało znana. Natomiast na świecie, a szczególnie w Irlandii cieszy się uznaniem i popularnością. Sam fakt, że "Prochy Angeli" otrzymały w 1997 roku Nagrodę Pulitzera (w kategorii biografie) musi o czymś świadczyć. A co tyle zamieszania staram się przedstawić poniżej.
"Prochy Angeli" to wspomnienia Franka z dzieciństwa spędzonego w Irlandii pogrążonej w głębokim gospodarczym kryzysie (połowa XX wieku). Dzieciństwa trudnego i pełnego poświęceń gdzie irlandzka bieda, głód i alkoholizm zbierały swe krwawe żniwo. Był to ciężki okres dla Irlandii i jej mieszkańców. Wszystko to widzimy oczami dziecka – Frankie jest wspaniałym i wdzięcznym narratorem, doprowadza do łez oraz śmiechu(!) swoich czytelników. Jak w sytuacji kompletnej nędzy i ubóstwa, można wykrzesać z siebie uśmiech i resztki dziecięcej radości? Frankie to potrafi oraz gwarantuje, że zapamiętasz tę opowieść na długi czas. Jeśli jakaś książka może wywołać totalnie ambiwalentne uczucia – może być piękna i jednocześnie szokująca/poruszająca – to niewątpliwie do takiej kategorii należą "Prochy Angeli".
Poza tym jak nie zainteresować się książką, która zaczyna się w ten oto sposób:
"Moi rodzice powinni byli zostać w Nowym Jorku gdzie się poznali, wzięli ślub i gdzie przyszedłem na świat. Jednak zamiast tego, wrócili do Irlandii kiedy miałem cztery lata, mój brat Malachy trzy, bliźniaki Oliver i Eugene niecały roczek, a moja siostra Margaret już nie żyła. Kiedy patrzę wstecz na moje dzieciństwo, zastanawiam się jak ja w ogóle przetrwałem. (…)”
Frank McCourt zmarł w Nowym Jorku 20 lipca 2009 roku na czerniaka. McCourt jest autorem trzech powieści tj. "Prochy Angeli", "A rzeczywiście" i "Nauczyciel". Co ciekawe młodszy brat Franka - Malachy również próbował swoich sił w literaturze; napisał m.in autobiograficzną pozycje "A Monk Swimming".
_______________________________________________
Informacje do polskiego wydania:
"Prochy Angeli", Frank McCourt, wyd. Albatros, 420 stron, 2007 r.
oryg. "Angela's Ashes"
Moja ocena: 9/10
Moja ocena: 9/10
Uwielbiam biografie, więc tą sobie zapisuję, aby o niej nie zapomnieć. Podoba mi się to, że losy bohatera potrafią nas doprowadzić nie tylko do łez, ale i do śmiechu oraz czasy, gdzie fabuła ma miejsce :)
OdpowiedzUsuńJestem pod wrażeniem książki.A poznałem ją dopiero po powrocie z Irlandii.
OdpowiedzUsuńDzisiaj nie mogłam w nocy spać i przypadkowo włączyłam film "Prochy Angeli"Jestem pod wrażeniem.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję,ze w bibliotece będzie można wypożyczyć książkę ,bo niestety kupić to chyba nie.
Książka [moim skromny zdaniem] bije na głowę film. A pewnie kupić ją też można, wystarczy regularnie szukać na allegro.
UsuńKsiążki nie czytałem. Jestem akurat po filmie. Genialne zdjęcia, świetna muzyka. A dzieciństwo i historia Franka? Czułem się jakby ktoś zanurzył mnie w brudnej kałuży. Bardzo, bardzo przygnębiający film. Nie wiem czy dałbym radę przejść przez książkę :)
OdpowiedzUsuńFilm faktycznie szary, ponury, przytłaczający. Książka o dziwo nie jest tak ponura w wymowie, no ale to sprawa świetnej żywej narracji małego Frankiego. Już nawet nie pamiętam czy w filmie tez to on prowadzi narrację.
UsuńMam w planach kiedys tam, stoi i czeka na polce.
OdpowiedzUsuń