piątek, 20 kwietnia 2012

"Kotka na gorącym blaszanym dachu" 1958

    
Gdybym jakimś cudem znalazła się na seansie tego filmu w latach 50. to po jego zakończeniu biłabym brawo. Wychodząc być może minęłabym Tennessee Williamsa*, okazującego swoje niezadowolenie wobec filmowej adaptacji jego sztuki. Powiedziałabym mu: panie Williams powinien być pan dumny, że Pańska sztuka doczekała się tak dobrej ekranizacji; że tchnięto w nią życie... Być może odparłby, że za długo gapiłam się na błękitne oczy Paula Newmana i dlatego tak gadam. Cóż, technikolor to zaledwie jedna z wielu zalet tego filmu.

Duszny dzień na południu stanu Missisipi. Takie dni znane z tego, że przynoszą burze. To dziś Big Daddy będzie świętował w gronie najbliższych swoje 65-te urodziny. Niektórzy z przybyłych liczą się z tym, że mogą to być ostatnie urodziny i ostatnia szansa by wkupić się w łaski majętnego plantatora. Tej okazji nie zamierza zmarnować starszy syn Gooper wraz z uroczą małżonką i jeszcze bardziej uroczą grupką potomstwa. Natomiast drugi syn Brick bardziej niż ewentualnym zapisem w testamencie czy też swoją piękną żoną Maggie, zainteresowany jest kolejnym drinkiem.

 

Coś wisi w powietrzu. Przedstawienie czas zacząć.

Brick leży na kanapie ze złamaną nogą, za to ze szklaneczką whisky w ręku. Wygląda jak człowiek, który stracił wszystko. To co mu zostało to kolejna butelka alkoholu. Nie dostrzega swojej żony, odrzuca ją, jest głuchy na jej prośby aby wziął się  w garść. Obydwoje cierpią. Jak na trudny charakter przystało, Brick chowa urazy do Maggie, do swojego ojca w sobie.

Tej nocy na głowami członków rodziny Pollittów przyjdzie gwałtowna burza, która przyniesie swoiste katharsis. Ale tu nic nie przychodzi łatwo... Brick nie zasiądzie do stołu i nie powie wszystkim zgromadzonym dlaczego pije, dlaczego nie znosi Maggie, by w ten sposób zapanowała zgoda i pokój. To nie ten film. W rzeczywistość picie Bricka to zaledwie wierzchołek góry lodowej, której bohater strzeże jak twierdzy i nie pozwala się do niej nikomu zbliżyć. Choć żyją ze sobą tyle lat, tak mało o sobie wiedzą, tak bardzo sobie nie ufają. Ten dom to "klatka w której przyszło im żyć", a  ta uroczystość to ponury dramat...

"Czemu nazywają go Big Daddy? Bo ma wielkie serce? Wielki brzuch? Czy wielkie pieniądze?" Ilekroć oglądam ten film to zawsze imponuje mi Big Daddy i jego postawa wobec syna, który wyraźnie zmaga się z jakimś problemem. Niewielu byłoby stać na taką bezkompromisową, otwartą relacje oraz upór w dążeniu do prawdy. To oznaka mądrości i miłości Big Daddy'ego. Zdaje się, że ostry, ojcowski ton to jedyne co działa na Bricka.

W tym filmie jest wszystko - ekspresja, emocje, cięte riposty. Nie można oderwać wzroku od bohaterów, którzy swoje aktorstwo wnieśli na wyżyny. Nie muszę pisać jak niesamowitą i zjawiskową parę tworzą w tym filmie Paul Newman i Elizabeth Taylor.  Burl Ives w roli Big Daddy'ego nie ustępuje im ani o krok - jest tak samo kluczową postacią jak i oni. Niektóre filmy są po prostu ponadczasowe - myślę, że "Kotka na gorącym, blaszanym dachu" jest  właśnie jednym z takich filmów. Powyższym zapewniam, że stare kino wciąż żyje i ma się dobrze.

* Tennessee Williamsowi nie podobało się oczywiście to, że w filmie zaniechano ukazania homoseksualnych zapędów Bricka. Ja przyznam, że podoba mi się tak jak jest - pomijając tamten wątek film zyskał bardziej uniwersalny charakter.  

"Kotka na gorącym, blaszanym dachu", dramat, 1958 r.
na postawie sztuki Tennessee Williamsa,
reż. Richard Brooks.
oryg. "Cat on hot tin roof"

Moja ocena: 9/10
Liz nie miała łatwej roli - śmierć jej męża
w katastrofie lotniczej zbiegła się z kręceniem filmu

Obsada w komplecie

4 komentarze:

  1. Podpisuję się pod Twoim ostatnim akapitem, zgadzam się z każdym słowem, amen. Lubię stare filmy. Ten jest świetny, bardzo dobrze zrobiony, cudownie zagrany, wszyscy są fantastycznie obsadzeni w swoich rolach, Neuman to jeden z moich ulubionych aktorów amerykańskich, nie ze względu na błękitne oczy, ma się rozumieć. Brat Bricka, jego szwagierka i ich dzieci, bezszyjne potwory, jak mówi o nich Maggie (Taylor) są bardzo zabawni, że aż przerysowani. No i nie można zapominać o tematyce, jak to u Williamsa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Także lubię stare filmy :) "Kotką na gorącym, blaszanym dachu" zainteresowałam się z momentem przeczytania biografii Elizabeth Taylor, a Twoja opinia potęguje postanowienie obejrzenia tej produkcji.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam ten film niespełna kilka tygodni temu - bardzo dobry:)
    Od tamtej chwili próbuję nadrobić moją nikłą znajomość filmografii Elizabeth Taylor ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem Paul Newman i Elizabeth Taylor zagrali w tym filmie jedne z najlepszych ról w swoich karierach. Film Brooksa to znakomity kameralny dramat o zakłamaniu. Chociaż oparty jest na dialogach to na pewno nie jest nudny, cały czas wyczuwalne jest napięcie pomiędzy bohaterami, co jest zasługą w równym stopniu aktorów jak i inteligentnych dialogów.

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie sugestie, uwagi, spostrzeżenia są mile widziane. Tylko spamu nie zniosę. Wszystkie komentarze zawsze czytam, choć nie zawsze odpisuje. W przypadku bardziej konkretnych zapytań proszę o kontakt na maila.