
Dziełem przypadku należy określić moje pierwsze literackie spotkanie z Frankiem McCourtem. Zanim na dobre zachwyciłam się "Prochami Angeli" przeszłam nieco rozwlekłą drogę, która właściwie zaczęła się od książki "Tis" tego samego autora (jest to sequeal do "Prochów Angeli"). Dodam, że książkę kupiłam pod wpływem chwili w lumpeksie, co zresztą zdarza mi się dość często. Już wtedy, przy okazji tej właśnie lektury spodobał mi się specyficzny styl i poczucie humoru tego irlandzkiego pisarza. Nie mogłam wówczas wiedzieć, że ich kulminacja następuje w "Prochach Angeli". Na szczęście skojarzyłam fakty i nie zapomniałam nazwiska autora, gdy kilka lat później stałam przed półkami irlandzkiego antykwariatu, które dosłownie uginają się pod ciężarem przeróżnych wydań "Angela's Ashes". Później dowiedziałam się czym McCourt zyskał sobie sympatię rodaków, a także aprobatę krytyków.