Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tennessee Williams. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tennessee Williams. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 stycznia 2017

"Przeznaczone do likwidacji" 1966


"Przeznaczone do likwidacji" jako film pozostający w cieniu głośniejszych adaptacji sztuk Tennessee Williamsa stanowi dla widza całkiem przyjemną niespodziankę. Nie ustępuje on innym pod względem obsady, gdzie bryluje (jak zwykle) Natalie Wood i tym samym dołącza do prestiżowego grona aktorek związanych ze sztukami Williamsa. Zresztą w pozostałych kwestiach obrazowi również nie brakuje profesjonalizmu. Tymczasem atak na film przepuścił sam dramaturg, który podobno był nim tak zdegustowany, że chciał wycofać swoje nazwisko z czołówki. Jednak to nie pierwszy raz, gdy taka ostra krytyka z strony Williamsa okazuje się w rezultacie dobrym prognostykiem dla filmu.

wtorek, 14 kwietnia 2015

"Noc iguany" 1964


Ile słabych filmów trzeba obejrzeć, żeby trafić na ten znakomity? Zdecydowanie zbyt wiele, przynajmniej tak to wygląda w moim przypadku. Nie pomaga nawet fakt, że sama sobie je starannie wybieram, nie lekceważąc przy tym takich czynników jak pogoda za oknem albo moja własna pogoda ducha. Choć muszę przyznać, że już zdanie się na przypadek przynosi czasami lepsze efekty. Żeby nie było wątpliwości, ten wstęp nie oznacza niczego innego jak tylko kolejne rozczarowanie w moim filmowych poszukiwaniach.

poniedziałek, 16 marca 2015

"Zaginiony diament" 2008


"Zaginiony diament" to film, który powstał na podstawie oryginalnego scenariusza Tennessee Williamsa z lat 50. Wówczas zainteresowanie nim wykazywał Elia Kazan, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Później skrypt przez długie lata przeleżał w całkowitym zapomnieniu. Zmieniło się to dopiero w 2008 roku gdy jego realizacji podjęła się Jodie Markell. W ten sposób we współczesnym filmie pojawia się nazwisko Williamsa jako autora scenariusza. Niestety na niewiele się to zdało, bo film przemknął bez echa i pozostał niedoceniony.

niedziela, 11 maja 2014

"Truman Capote. Rozmowy" Lawrence Grobel

Tennessee Williams w jednym ze swych listów wyznał, że nigdy nie może się zdecydować co do tego czy Truman Capote jest w rzeczywistości parszywcem. To dobrze obrazuje jak ambiwalentne uczucia wzbudzał autor "Z zimną krwią". Oczywiście, solidnie sobie na ten wizerunek zapracował. Był równie wielkim pisarzem co indywidualnością. Obracał się w kręgach najważniejszych ludzi swojej epoki jak i największych kryminalistów – dajmy na to, znał i Johna Kennedy’ego i Lee H. Oswalda. Słowa padające z ust Capote w "Rozmowach" nie rozstrzygają wątpliwości Williamsa, ale świadczą o tym, że są one jak najbardziej uzasadnione.

niedziela, 21 lipca 2013

Czego nie wiedzieliście o Tennessee Williamsie


Tennessee Williams (1911-1983)

1. Tennessee Williams wcale nie nazywał się "Tennessee". W rzeczywistości nawet nie urodził się w stanie Tennessee. Przyszedł na świat jako Thomas Lanier Williams w małym miasteczku w Mississippi. Przydomek "Tennessee" przylgnął do niego w jakiś sposób dopiero w Nowym Jorku.

środa, 15 sierpnia 2012

"Słodki ptak młodości" 1962


Istnieją co najmniej trzy dobre powody aby obejrzeć "Słodkiego ptaka młodości". Po pierwsze Tennessee Williams, którego sztuka o tym samym tytule posłużyła za podstawę do nakręcenia filmu. Po drugie Paul Newman wcielający się w postać głównego bohatera - biorąc pod uwagę jego zalety jako aktora oraz jako mężczyzny mamy przesłanki sądzić, że może być ciekawie. Trzecim powodem jest osoba reżysera czyli Richard Brooks, który za "Kotkę na gorącym, blaszanym dachu" dorobił się nominacji do Oscara za najlepszy film. Ten układ - film wyreżyserowany przez Brooksa na podstawie sztuki Williamsa z Newmanem w roli głównej - sprawdził się już rewelacyjnie w 1958 roku we wspomnianej wyżej "Kotce". Jak poszło 4 lata później o tym poniżej. 

piątek, 20 kwietnia 2012

"Kotka na gorącym blaszanym dachu" 1958


Gdybym jakimś cudem znalazła się na seansie tego filmu w latach 50. to po jego zakończeniu biłabym brawo. Wychodząc być może minęłabym Tennessee Williamsa*, okazującego swoje niezadowolenie wobec filmowej adaptacji jego sztuki. Powiedziałabym mu wówczas, że powinien być dumny, że jego sztuka doczekała się tak dobrej ekranizacji; że tchnięto w nią tyle emocji, które odtąd mogą być udziałem szerokiej publiczności... Być może odparłby, że za długo gapiłam się na błękitne oczy Paula Newmana i dlatego tak gadam. Cóż, technikolor to zaledwie jedna z wielu zalet tego filmu.