Małe dziewczynki nie powinny mieć takich idoli jak Freddie Mercury. To grozi złamanym sercem. Jako dzieciak właśnie – maksymalnie dziesiącioletni - "poznałam się" i niemal zakochałam w Freddiem, w jego talencie, charyzmie i głosie. Oglądając koncerty i teledyski Queen nieświadomie dołączyłam w szeregi fanów ich muzyki. I tak zostało mi do dziś. Gdy już jako "duża dziewczynka" dowiedziałam się, że mój idol z dzieciństwa wcale nie umarł jako bohater, a jego życie dalekiego było od ideału, cóż poczułam lekkie ukłucie zawodu. To nie zmieniło faktu, że w moim oczach Freddie Mercury pozostanie największym frontmanem i jednym z najzdolniejszych wokalistów wszech czasów.
Aż dziw bierze, że biografii o Freddiem jest jak na lekarstwo. Oczywiście musiało powstać kilka krzykliwych publikacji na jego temat, kierujących się zasadą im więcej sensacji tym większy zysk. Dlatego tym bardziej cieszy obecność "Biografii definitywnej" Lesley-Ann Jones. To jedna z nielicznych książek dostępnych na polskim rynku, które można traktować jako wiarygodne źródło informacji o artyście.
