Tragedia Titanica jest dla mnie źródłem nieustającego zdumienia - z każdym obejrzanym dokumentem czy filmem fabularnym to się w ogóle nie zmienia. Wciąż przyjmuję tę historię z pewnym niedowierzaniem, bo przypomina mi ona raczej zmyślny scenariusz uzupełniony o mądre przesłanie niż rzeczywiste wydarzenie (w jakimś sensie to po prostu nie mieści mi się w głowie czyli zupełnie tak jak zdezorientowanym i zszokowanym pasażerom Titanica). O początkach tej legendy możemy mówić już wtedy gdy ten wspaniały statek tonął, a nikomu z tam obecnych nawet przez myśl nie przeszło, że właśnie stają się jej częścią. Wkrótce Titanic z wraku urósł do rangi symbolu - symbolu zgubnej pewności siebie i braku pokory wobec sił natury. A dziś gdy leży na dnie i coraz bardziej obrasta rdzą, emocje z nim związane wcale nie słabną, a zainteresowanie nie maleje. To przywileje legendy.
Jedna z najważniejszych publikacji poświęconych Titanicowi porusza przede wszystkim ludzki wymiar tej tragedii, odsuwając na bok domniemane przyczyny czy popełnione błędy. Walter Lord napisał "Pamiętną noc" jeszcze na długo przed odkryciem wraku Titanica, ale w samą porę by dopuścić do głosu pokaźne grono uczestników tamtych znamiennych wydarzeń. Na obraz tonącego statku składują się tu doświadczenia ludzi, którzy mimowolnie i niemal symbolicznie odzwierciedlali przekrój ówczesnego społeczeństwa. Jednak nie mniej ważne okazują się relacje pochodzące od członków załogi, którzy w odróżnieniu od pasażerów prawie od początku zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji.

