Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Titanic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Titanic. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 maja 2016

"Titanic. Pamiętna noc" Walter Lord

Tragedia Titanica jest dla mnie źródłem nieustającego zdumienia - z każdym obejrzanym dokumentem czy filmem fabularnym to się w ogóle nie zmienia. Wciąż przyjmuję tę historię z pewnym niedowierzaniem, bo przypomina mi ona raczej zmyślny scenariusz uzupełniony o mądre przesłanie niż rzeczywiste wydarzenie (w jakimś sensie to po prostu nie mieści mi się w głowie czyli zupełnie tak jak zdezorientowanym i zszokowanym pasażerom Titanica). O początkach tej legendy możemy mówić już wtedy gdy ten wspaniały statek tonął, a nikomu z tam obecnych nawet przez myśl nie przeszło, że właśnie stają się jej częścią. Wkrótce Titanic z wraku urósł do rangi symbolu - symbolu zgubnej pewności siebie i braku pokory wobec sił natury. A dziś gdy leży na dnie i coraz bardziej obrasta rdzą, emocje z nim związane wcale nie słabną, a zainteresowanie nie maleje. To przywileje legendy. 


Jedna z najważniejszych publikacji poświęconych Titanicowi porusza przede wszystkim ludzki wymiar tej tragedii, odsuwając na bok domniemane przyczyny czy popełnione błędy. Walter Lord napisał "Pamiętną noc" jeszcze na długo przed odkryciem wraku Titanica, ale w samą porę by dopuścić do głosu pokaźne grono uczestników tamtych znamiennych wydarzeń. Na obraz tonącego statku składują się tu doświadczenia ludzi, którzy mimowolnie i niemal symbolicznie odzwierciedlali przekrój ówczesnego społeczeństwa. Jednak nie mniej ważne okazują się relacje pochodzące od członków załogi, którzy w odróżnieniu od pasażerów prawie od początku zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. 

piątek, 4 kwietnia 2014

O "Titanicu" inaczej



Od jakiś 15 lat nie myślałam zbyt wiele o "Titanicu" Jamesa Camerona. Kolejne powtórki w telewizji omijam szerokim łukiem. Wtedy coraz częściej zastanawiam się co ja w tym filmie takiego widziałam, że przez kilka miesięcy od seansu dostałam na jego punkcie lekkiej fiksacji. Moim jedynym usprawiedliwieniem był wiek i głupota. Teraz bywam trochę zniesmaczona swoim zachowaniem. Ale wówczas nie byłam jedyna. Nigdy przedtem ani potem nie widziałam tylu ludzi w kinie na jakimkolwiek filmie. Prawdziwe kino, takie starej daty było wypełnione po brzegi; mieściło prawie 600 osób. Na kilka godzin przed seansem należało się zatroszczyć o bilet, a na pół godziny przed rozpoczęciem trzeba było zadbać o jakieś dobre miejsce. "Titanic" naprawdę porwał ludzi, nie tylko do kina. Wcale nie zdziwię jeśli będzie jednym z najbardziej dochodowych filmów wszech czasów.