Magiczne
opowieści i krwawe kroniki
Na początku była wojna i ona była przyczyną
wszystkich nieszczęść Kolumbii. Nie oszczędziła nawet takiej zapadłej wioski na
końcu świata jak Mariquita. Jej powolny upadek rozpoczął się z chwilą gdy
partyzanci siłą zabrali tamtejszych mężczyzn by ci walczyli o straconą sprawę. Takim
oto brutalnym sposobem Mariquita stała się miastem wdów. Oczekując na pomoc,
która nigdy nie nadeszła kobiety coraz bardziej staczały się na dno ubóstwa. W
końcu gdy stało się jasne, że odsieczy ani mężczyzn nie będzie, kobiety po
wielu oporach same postanowiły wyrwać się z objęć upadku. Im także wydawało
się, że walczą o przegraną sprawę, ale fakt faktem wyszły na tym o wiele lepiej
niż ich mężowie, bracia i synowie na polu walki.
"Opowieści z miasta wdów" emanują magią. Każde
nawet najzwyklejsze wydarzenie zyskuje w prozie Cañóna swoje niezwykłe oblicze. Każda z postaci
czyli przeciętna mieszkanka wioski dzięki wyobraźni i umiejętnościom autora staje
się fascynująca. Z kolei szereg niecodziennych zjawisk nawiedzających kobiety
jest tu jak najbardziej na porządku dziennym. Te wszystko sprawia, że każdy
rozdział to niespodzianka.
Jednak nie jest to powieść błaha. W książce
Jamesa Cañóna rozbrzmiewa echo
krzywd i cierpienia doświadczonych przez Kolumbijczyków na skutek wojen
domowych. Słychać je głośno i wyraźnie w kronikach mężczyzn, natomiast w opowieściach
wdów przybierają bardziej zawoalowaną formę. Wolne od przemocy losy Mariquity
przerywane są druzgoczącymi historiami cywilów, partyzantów, paramilitarnych i
wojskowych. Mężczyźni opisują rzeczy straszne i szokujące – tak jakby autor nie
pozwalał ani na chwilę zapomnieć czytelnikowi, że Kolumbia ogarnięta jest
wojną. Książkę więc można odczytywać dwojako - jako triumf kobiet lub smutną
wizję wojny bratobójczej zmierzającej
donikąd.
Dawno już nie czytałam tak efektownej,
pomysłowej i odważnej książki. Zdecydowana większości lektury porywa wdziękiem
oraz humorem. Ponadto umiejętnie zachowana równowaga pomiędzy realiami
wojennymi a bezpiecznym światem kobiet przemawia za jej lekkością. Jedynie
widoczny w końcowych partiach radykalizm zaburzył mi nieco obraz książki
wyśmienitej, bo za taką właśnie uznałam ją w pewnym momencie. Wydaje się, że w
kilku kwestiach autor zwyczajnie przesadził (chodzi o zawrotną liczbę związków homoseksualnych w przeliczeniu na metr kwadratowy :>). Nie przeszkadza mi to jednak by zapamiętać
prozę Jamesa Cañóna jako triumf
wyobraźni nad szarą i przytłaczającą rzeczywistością.
Moja ocena: 5/6
"Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn" wyd. Świat Książki, 400 stron, 2012 r.
data pierwszego wydania 2007 r.
oryg. "The tales from the town of widows"
Hmm, bardzo ciekawie ją opisujesz. Być może faktycznie warto byłoby się z tą lekturą kiedyś zapoznać. Nie ukrywam, że szczególnie intrygują mnie wspomniane opowieści mężczyzn i wszelkie kwestie dotyczące aspektów militarnych.
OdpowiedzUsuńAspektów militarnych nie uświadczysz zbyt wiele, już bardziej możesz oczekiwać opisu sytuacji w Kolumbii od środka - pod tym względem b. pouczająca lektura. A swoją drogą nie wiem jak ci ludzie tam żyją.
UsuńMam ogromną ochotę na tę książkę. Czytałam już o niej u giffin i ona miała trochę zarzutów, ale i tak chcę dać jej szansę, bo myślę, że warto. Jednak w odróżnieniu od przedmówczyni bardziej interesuje mnie świat, jaki stworzyły sobie kobiety niż aspekty militarne.
OdpowiedzUsuńPrzedmówcy koleżanko, przedmówcy ;P Czyżby środowisko blogerskie było tak "skobiecone", że ciężko uwierzyć w komentującego faceta? :D
UsuńJesli piszesz mi, ze dawno nie czytalas takiej efektownej, pomyslowej i odwaznej ksiazki, to ja musze bardzo cwiczyc swoja silna wole, aby nie zrobic szybkiego "klik" w internetowej ksiegarni:)
OdpowiedzUsuńJuz dawno chodze kolo tej ksiazki i pewnie wkrotce ja upoluje:)
Świetna recenzja, a książka intryguje mnie od dawna - czuję, że przypadnie mi do gustu. Nie przeszkadzają mi związki homoseksualne. Ani radykalizm. Liczę na wielobarwną historię, bo takie lubię najbardziej.
OdpowiedzUsuńZaciekawiłaś mnie tą książką, chociaż nigdy wcześniej o niej nie słyszałam. Będę miała na uwadze nazwisko autora przy kolejnej wizycie w bibliotece :)
OdpowiedzUsuń