Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbert Ponting. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbert Ponting. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 marca 2016

"The Great White Silence" 1924


Kto by pomyślał, że film niemy sprzed blisko stu lat może okazać się tak wspaniałym przeżyciem! Taka perełka jak "The Great White Silence" cieszy mnie przede wszystkim jako entuzjastkę ekspedycji polarnych z początku XX wieku, a dopiero w dalszej kolejności jako typowego widza. Jeśli więc ktoś podziela moją fascynację tym tematem powinien koniecznie zapoznać się z tym obrazem. Film nie powinien również pozostać obojętny prawdziwym koneserom kinematografii, bo ten unikalny dokument z lat 20. jest po prostu bardzo udanym osiągnięciem wczesnej sztuki filmowej.

Mniej więcej w tym samym czasie gdy pod naszą szerokością geograficzną powstawał pionierski "Pożar w zapałczarni", Herbert Ponting zdążył już odkryć za pomocą kinematografu Antarktydę. Jako uczestnik wyprawy Terra Nova w latach 1910-1912 miał za zdanie wizualnie udokumentować jej przebieg. Był przede wszystkim uzdolnionym fotografikiem, ale dysponował też kinematografem, który de facto nigdy wcześniej nie był używany w tamtych regionach świata. Nakręcone wówczas sekwencje filmowe posłużyły mu do stworzenia filmu, który ostatecznie wszedł na ekrany w 1924 roku. Lecz Ponting za życia nie doczekał się uznania. Ostatnio jednak film odrestaurowano, uświetniono go wspaniałą ścieżką dźwiękową i tym razem "The Great White Silence" zachwycił widzów, a raczej tę niewielką garstkę, która go widziała - jak nigdy wcześniej.

poniedziałek, 8 lutego 2016

"Ostatnia wyprawa Scotta" w zdjęciach

Wśród ekipy zabranej przez kapitana Scotta na ekspedycję "Terra Nova" - składającej się z samych oficerów, naukowców i marynarzy - znalazł się również profesjonalny fotograf, Herbert Ponting. Wcześniej spod koła podbiegunowego przewożono raczej skromną dokumentację fotograficzną, której z pewnością brakowało artyzmu i polotu. Scott zabierając ze sobą Pontinga chciał to zmienić. Wybrał właściwego człowieka i wkrótce zaczął się o tym przekonywać. Zachwycony przepięknymi polarnymi widokami uparcie utrwalający je za pomocą aparatu Ponting szybko wkupił się w łaski dowódcy. Efekty pracy fotografa raz po raz spotykały się z uznaniem Scotta: "nie było dotąd wyprawy tak obficie ilustrowanej jak nasza, przy tym nie ma ani jednej pracy potraktowanej przez niego pobieżnie."