Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na biegun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na biegun. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 stycznia 2018

Suplement czyli wszystko to, o czym nie udało mi się napisać wcześniej

Kadr z "Gracza"

Mogę powiedzieć, że rok 2017 upłynął mi pod znakiem zwątpienia, co odbiło się również na tym miejscu. Uporczywe pytanie "po co?" wisi stale nade mną i podkopuje wszelkie zdrowe odruchy kreatywności i optymizmu. Dotychczas, mniej lub bardziej zadowalałam się pisaniem dla siebie, ale teraz coraz trudniej mi wykrzesać z siebie jakieś pokłady entuzjazmu w tym kierunku. W efekcie dodałam chyba mniej postów niż książek w roku wydaje Beata Pawlikowska. Miałam też darować sobie pisanie tego posta, ale postanowiłam jakoś nadrobić to, co zaniedbałam przez rok. Zdziwiłam się, że jestem jeszcze w stanie cokolwiek napisać i zdziwię się jeszcze bardziej jeśli ktoś będzie tym zainteresowany. Pozostaje mi zadowolić się myślą, że oto mam wspaniałą okazję by jeszcze raz podzielić się tym, co dało mi sporo chwil radości i emocji w mijającym roku.

piątek, 20 października 2017

"Ekspedycja. Historia mojej miłości" Bea Uusma


Można stracić głowę dla ekspedycji polarnej sprzed ponad wieku, co więcej można stracić sporo pieniędzy i pół życia na to by próbować odtworzyć jej losy. Jedni nazwą to po prostu dziwną fascynacją, inni obsesją, a dla jeszcze innych będzie to już czyste szaleństwo. Z kolei sama zainteresowana, Bea Uusma mówi tu o miłości, która zaczęła się niewinnie, bo od lektury dzienników by potem przerodzić się w uporczywe poszukiwanie prawdy na temat pewnej wyprawy polarnej. Ta niesłabnąca ciekawość i zaangażowanie, z jakim autorka podchodzi do tematu udziela się i nam, czytelnikom – "myślę "my", chociaż tak naprawdę to przecież tylko ja", ale nie, Bea Uusma z pewnością nie jest już dłużej osamotniona. 

czwartek, 12 stycznia 2017

Endurance czyli niezwykła podróż Ernesta Shackletona

Dość upiorny widok Endurance skutej lodem, fot. Frank Hurley, 1915

Apsley Cherry-Garrard tak podsumował kiedyś dokonania wielkich polarników: "do naukowej organizacji wyprawy dajcie mi Scotta; do podróży zimowej Wilsona; do osiągnięcia bieguna i niczego więcej Amundsena; a gdy wpadnę w tarapaty to za każdym razem chcę mieć przy sobie Shackletona". To właśnie ten ostatni zapisał się w sposób szczególny w historii badań polarnych, choć paradoksalnie nie osiągnął żadnych większych sukcesów na tym polu. Szeroko-zakrojone wyprawy, w których brał udział zawsze kończyły się w podobny sposób - ich stawką za każdym razem okazywało się po prostu życie. I właśnie tutaj Shackleton nie miał sobie równych - z największych opresji potrafił wyjść obronną ręką. Jego ostatnia ekspedycja na Antarktydę wciąż zalicza się do najśmielszych takich przedsięwzięć.

poniedziałek, 26 września 2016

"W królestwie lodu" Hampton Sides

Nie ma chyba lepszego motta, które trafniej oddawałoby ducha pionierskich wypraw polarnych niż słowa Alfreda Tynnesona pochodzące z "Ulissesa": "walczyć i szukać - i nie ustępować". Ich uniwersalny charakter sprawiał, że chwalono nimi tak zwycięzców jak oddawano hołd zwyciężonym. Podobna dewiza i wielkie nadzieje musiały towarzyszyć też uczestnikom wyprawy polarnej Jeannette, która latem 1879 roku wypływała na podbój bieguna północnego. Ich poprzednicy albo przepadli bez wieści gdzieś w lodach dalekiej północy albo - jeśli mieli więcej szczęścia - zostali odnalezieni na wpół żywi przez zapuszczające się z rzadka w tamte regiony statki. Wyprawa Jeannette miała nie podzielić ich losu. 

Po latach dramatyczne przejścia tej ekspedycji doczekały się zainteresowania ze strony współczesnego autora. Hampton Sides, bo o nim mowa miał słuszne powody sądzić, że ta historia zasługuje na przypomnienie. W końcu niewielu już dziś pamięta o amerykańskiej wyprawie arktycznej pod dowództwem kapitana De Longa. Wówczas jednak było to ogromne wydarzenie mające - przynajmniej w zamyśle - przynieść rozwiązanie zagadki bieguna północnego. Zatem Jeannette wyruszała praktycznie w nieznane opierając swe plany jedynie na niepewnych teoriach i przypuszczeniach. Jak zwykle w takich wypadkach liczono się z ryzykiem, ale myślano przede wszystkim o potencjalnej szansie i nowych odkryciach. Załoga Jeannette, choć niewątpliwie twarda, zaprawiona w bojach nie spodziewała się takiego rozwoju wypadków, które stały się jej udziałem wkrótce po opuszczeniu bezpiecznych przystani stałego lądu. 

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Literatura polarna - przegląd


Wcześniej zdarzyło mi wielokrotnie szukać jakiegoś spisu literatury polarnej, który posłużyłby mi jako wskazówka w moich prywatnych dociekaniach. Niestety, zawsze bez skutku. Dlatego sama postanowiłam przystąpić do realizacji takiego małego projektu. Wydaje mi się to nawet naturalne, gdyż grzebiąc od jakiegoś czasu w tym temacie, zdążyłam się już w nim nieźle zorientować. Oczywiście, nie robię tego tylko dla siebie; mam nadzieję, że pomogę tym wszystkim, którzy mają podobne zainteresowania. Wiem, że kto raz zetknął się z tą tematyką, ma szanse skończyć podobnie jak ja. 

poniedziałek, 7 marca 2016

"The Great White Silence" 1924


Kto by pomyślał, że film niemy sprzed blisko stu lat może okazać się tak wspaniałym przeżyciem! Taka perełka jak "The Great White Silence" cieszy mnie przede wszystkim jako entuzjastkę ekspedycji polarnych z początku XX wieku, a dopiero w dalszej kolejności jako typowego widza. Jeśli więc ktoś podziela moją fascynację tym tematem powinien koniecznie zapoznać się z tym obrazem. Film nie powinien również pozostać obojętny prawdziwym koneserom kinematografii, bo ten unikalny dokument z lat 20. jest po prostu bardzo udanym osiągnięciem wczesnej sztuki filmowej.

Mniej więcej w tym samym czasie gdy pod naszą szerokością geograficzną powstawał pionierski "Pożar w zapałczarni", Herbert Ponting zdążył już odkryć za pomocą kinematografu Antarktydę. Jako uczestnik wyprawy Terra Nova w latach 1910-1912 miał za zdanie wizualnie udokumentować jej przebieg. Był przede wszystkim uzdolnionym fotografikiem, ale dysponował też kinematografem, który de facto nigdy wcześniej nie był używany w tamtych regionach świata. Nakręcone wówczas sekwencje filmowe posłużyły mu do stworzenia filmu, który ostatecznie wszedł na ekrany w 1924 roku. Lecz Ponting za życia nie doczekał się uznania. Ostatnio jednak film odrestaurowano, uświetniono go wspaniałą ścieżką dźwiękową i tym razem "The Great White Silence" zachwycił widzów, a raczej tę niewielką garstkę, która go widziała - jak nigdy wcześniej.

poniedziałek, 8 lutego 2016

"Ostatnia wyprawa Scotta" w zdjęciach

Wśród ekipy zabranej przez kapitana Scotta na ekspedycję "Terra Nova" - składającej się z samych oficerów, naukowców i marynarzy - znalazł się również profesjonalny fotograf, Herbert Ponting. Wcześniej spod koła podbiegunowego przewożono raczej skromną dokumentację fotograficzną, której z pewnością brakowało artyzmu i polotu. Scott zabierając ze sobą Pontinga chciał to zmienić. Wybrał właściwego człowieka i wkrótce zaczął się o tym przekonywać. Zachwycony przepięknymi polarnymi widokami uparcie utrwalający je za pomocą aparatu Ponting szybko wkupił się w łaski dowódcy. Efekty pracy fotografa raz po raz spotykały się z uznaniem Scotta: "nie było dotąd wyprawy tak obficie ilustrowanej jak nasza, przy tym nie ma ani jednej pracy potraktowanej przez niego pobieżnie."

poniedziałek, 1 lutego 2016

Ostatnia wyprawa Scotta

Mianem "Ostatniej wyprawy Scotta" określono dzienniki, które dowódca wyprawy polarnej w latach 1910-1912, Robert Falcon Scott prowadził przez cały swój pobyt na Antarktydzie*. Ich początek wyznacza wypłynięcie okrętu "Terra Nova" z portu w Nowej Zelandii w listopadzie 1910 roku. Przez blisko półtorej roku Scott z zadziwiającą dokładnością notował swoje wrażenia, opisy życia (nie)codziennego w bazie czy wreszcie przygotowania do wielkiej wyprawy na południe. Nadrzędnym celem Scotta i jego towarzyszy miało być właśnie zdobycie Bieguna. Podróż ta jednak przeobraziła się w prawdziwy dramat. "Te proste notatki i nasze martwe ciała niech opowiedzą nasze dzieje". I tak po wielu miesiącach odnaleziono zwłoki Scotta i jego dwóch towarzyszy, a przy nich również dzienniki. Ich ostatnie fragmenty odczytano zdruzgotanym pozostałym członkom wyprawy by mogli zrozumieć jak doszło do tej tragedii. A czytając je nawet dziś pozostajemy nie mniej wstrząśnięci jak oni wtedy.

wtorek, 11 września 2012

"Na krańcu świata. Najsłynniejsza wyprawa na biegun południowy" Apsley Cherry-Garrard

Antarktyda jest jak kobieta fatalna: ma serce z lodu. Odznacza się w równym stopniu okrucieństwem jak i surowym pięknem. Wiecznie spowita w biel rozpala wyobraźnie, mrozi krew w żyłach i raz po raz rzuca wyzwanie śmiałkom. Następnie obnaża ich bezradność i słabości; wie gdzie uderzyć by zabolało. Jednak nadal nie brakuje chętnych do podbicia tego mroźnego kontynentu i jego chłodnego serca. "Mimo kłopotów z opisaniem rozlicznych darów, jakimi ów czysty Ląd Południa może obsypać tych, którzy starają się o jego względy, należy powiedzieć, że najważniejszym z tych darów jest piękno".